Jesteśmy już w Ekwadorze. Minęła doba i na razie zero efektów choroby wysokościowej (soroche). No może tylko zasapaliśmy się nieco więcej wchodząc pod liczne górki i pagórki Quito - ale poza tym samopoczucie super. Okazuje się, że na razie dobra pogoda podróżuje razem z nami, bo dzisiejszy dzień był ponoć pierwszym od bardzo dawna (mój brat twierdzi, że od kiedy tu są, czyli od października!) pełnym słońca aż do godziny osiemnastej - co dało nam wspaniałą możliwość przesiedzenia do zmroku (o tejże samej osiemnastej) w ogrodzie. A wcześniej odwiedziliśmy miasto - na razie Mariscal District, czyli rejon Quito, w którym skupiają się agencje turystyczne, galerie, sklepy, kawiarnie i restauracje - zwany uroczo Gringolandią ;)). Na Avenida Amazonas chcieliśmy załatwić nasz wymarzony wyjazd na Galapagos i to jak najszybciej, jak najtaniej i jednocześnie na jak najlepszej trasie i na jak najlepszej łodzi. Mhm, udało się i chociaż nie wiemy czy wszystko jest rzeczywiście naj- (zobaczymy po podróży), mamy satysfakcję, bo po wizycie w dwóch sprawdzonych agencjach, w tej drugiej wynegocjowaliśmy ofertę tańszą o 250 dolarów od tej pierwszej. I jeszcze przyjadą po nas w dzień odlotu. I jeszcze zobaczymy rzadko odwiedzaną Isla Fernandina, na której kolonie pingwinów i dzikie strumienie lawy. I wyjeżdżamy już w przyszły wtorek. Do tego czasu spokojnie zwiedzimy Quito i popijemy winko z moim bratem i jego żoną. Wszędzie piszą, że przez pierwsze kilka dni na wysokości blisko 3000 m powinno się "take it easy". Nawet to nam wychodzi.
PS Wracając do domu przechodziliśmy przez park, w którym już z daleka było widać, że dzieje się coś ważnego i emocjonującego. Trafiliśmy na amatorskie rozgrywki siatkówki prowadzone na dwóch boiskach otoczonych przez spory tłum lokalsów. Siatkarze nie byli mistrzami stylu, ale trzeba przyznać, że tak długich akcji z takim poświęceniem dawno nie widzieliśmy. Robiłam zdjęcia gdy zorientowałam się, że bardzo wiele par oczu zamiast na boisko patrzy na mnie. I bynajmniej nie dlatego, że jestem tak piękna ;), ale dlatego, ze byłam absolutnie jedyną kobietą w tym sporym zgromadzeniu. Kobiety stały albo w grupach trochę dalej przy placu zabaw, albo sprzedawały dookoła ziarna kukurydzy, przyprawy i losy na loterię. Siatkówka ekwadorska to mocny, wyłącznie męski sport..